Kategoria: Reportaże

ALBą Ekstremalnie cz. 1

Okres eksploatacji Scań CN113ALB powoli dobiega końca.  Z racji tego, portal Fotozajezdnia.pl wzorem z ekstremalnych imprez Ikarusem 280.26 postanowił zorganizować podobną imprezę, w której główną gwiazdą zamiast Ikarusa miała być przegubowa Scania.

 

Impreza jak to zazwyczaj bywa została zaplanowana na sobotę, tym razem padło na 15 października. Nadszedł już dzień imprezy, aczkolwiek wstając z łóżka deczko zmieszałem się faktem pogody. Zawszę lubię, gdy imprezie towarzyszy ładna, słoneczna pogoda, a nie chmury. Powiedziałem sobie w myślach, że przecież mogło być gorzej, mogło padać. No nic, deczko zmieszany podreptałem na przystanek by dojechać na zajezdnię.

 

Do ostatnich chwil nie widzieliśmy jaki numer Scanii będzie uczestniczył w eskapadzie. Miałem nadzieję, że będzie to wóz z wyświetlaczami firmy Elmar. Odetchnąłem z ulgą, gdy dyspozytor wydał #PE085. Nim wyjechaliśmy na zajezdni zapędziliśmy jeszcze trochę czasu. Nasz galeryjny kierowca potrzebował rozgrzewki, bo jeszcze nigdy nie prowadził przegubowej Scanii. Oprócz tego czekaliśmy jeszcze na mechanika.

 

Impreza miała rozpocząć się o 10:00 na pętli Mały Płaszów, tam też mieli czekać uczestnicy. Z zajezdni wyjechaliśmy 9:55 i punktualnie o 10-tej podstawiliśmy na końcówce. Już po chwili pruliśmy niczym BMW X3 w stronę Ronda Grunwaldzkiego, gdzie miała czekać kolejna porcja imprezowiczów. Galeryjnemu kierowcy tak dobrze szło prowadzenie Scanii, że na rondzie Matecznego byliśmy 5 minut za wczas, więc żeby nikt z tych, który czekali na rondzie Grunwaldzkim nie był rozczarowany wcześniejszym naszym przyjazdem zatrzymaliśmy się na ‘wyrównanie czasu’ na przystanku os. Podwawelskie. Chwilę później podjechaliśmy na przystanek i zabraliśmy ostatnich uczestników, więc Alleluja i do przodu.

 

Wpierw udaliśmy się w stronę Salwatora. Pętlę przejechaliśmy jednak bez zatrzymania, pierwszy pit-stop zaplanowany został na obwodnicy Przegorzał. Szybko poszło, więc za chwil parę byliśmy już na pętli w Bielanach.Akurat trafiliśmy na akcję wystawkę na pętli, więc zdjęcia z ponadgabarytowymi rupieciami nawet ładnie wyszły, mimo kiepskiej pogody. Niezainteresowani zdjęciami uczestnicy postanowili przeczesać trochę górę ospadów i znaleźli zabawkowy samochodzik, który do końca imprezy dzielnie towarzyszył nam leżąc przy przedniej szybie. Nie zdążyliśmy się jednak dłużej pobawić, z pętli wygonił nas liniowy 109. Z Bielan przez Kryspinów domknęliśmy pod Port Lotniczy w Balicach. Nie obyło się bez tradycyjnego zaliczania ronda. Chwilę później zawitaliśmy do Chrosnej. I tu zdarzył się cud – zza chmur wyszło Słońce! Zdjęcia wyszły całkiem nieźle, więc na pętli w Chrosnej zwróciliśmy i szybko śmignęliśmy do Nielepic. Po drodze wysadziliśmy uczestników na fotostop najazdowy.

 

Droga do Nielepic zajęła nam trochę więcej czasu niż planowaliśmy. Droga wąska, autobus szeroki i zachodzący przy skręcie, na dodatek 18 metrowy, a na dokładkę jeszcze doraźna ‘naprawa’ nawierzchni. Ciężarówka robotników z materiałami do naprawy jezdni była ciężka do ominięcia, ale się udało. W Nielepicach zawróciliśmy i znów do samo. Po chiwli znów się udało. Aż strach pomyśleć, że za 5 minut mieliśmy tam przejeżdżać jeszcze raz…

 

Za trzecim razem robotnicy jednak zorientowali się o co chodzi i wielkim niesmakiem przestawili swój pojazd mówiąc, że jeździmy w kółko dla żartów. No nic, zniesmaczenie zniesmaczeniem, ale trzeba było jechać dalej.

 

Następnie pojechaliśmy do Radwanowic przez Rudawę. W Radwanowicach wyszły piękne zdjęcia przy polu kukurydzy, a w Rudawie na rynku. Następny punkt w planach nazywał się Będkowice. Na samej pętli nawet nie trzeba było aż nadto manewrować. Może kierowca był aż tak dobry?

 

Kolejny punkt – Zelków. Tu również uczestnicy wysiedli kilka przystanków przed pętlą, żeby sobie złapać przeguba z ładnym widoczkiem. Jednym plusem braku Słońca było to, że można fotografować od dwóch stron. I tu się akurat to przydało. Kiedy w drodze powrotnej zabieraliśmy uczestników z przystanku do autobusu dostały się dwie Panie czekające na liniowy autobus. Po wytłumaczeniu o co chodzi Panie grzecznie przeprosiły i powiedziały, że od początku wiedziały, że to podejrzane, bo tak długie autobusy to do nich nie jeżdżą.

 

Naszym kolejnym celem były m.in Trojanowice, Giebułtów. Po drodze z Zelkowa zatrzymaliśmy się jeszcze na piękny fotostop przy skałach wapiennych z okresu kredy – takie klimaty Jury Krakowsko – Częstochowskiej. Nasza przeprawa do Giebułtowa zajęła nam trochę czasu, gdyż droga na skróty w Modlniczce przy C.H. Futura akurat była w remoncie, więc zasuwaliśmy przez Zabierzów i ul. Ojcowską. Po chwili jednak dojechaliśmy. Następnym punktem miały być Owczary, ale przy wyjeździe na DK94 źle sobie skręciliśmy i wylądowaliśmy w… Skale. Stamtąd już nie daleko do Ojcowa, więc za namową jednego o uczestników wjechaliśmy do Doliny Prądnika. To posunięcie bardzo się opłaciło i po powrocie byliśmy bogatsi o kilka ładnych zdjęć. Na koniec został nam jeszcze Krasieniec oraz Wola Zachariaszowska i powoli zjeżdżaliśmy do zajezdni odwożąc przy okazji uczestników do większych punktów przesiadkowych.

 

Myślę, że imprezę można uznać za udaną. Owszem, nie było gruszek na wierzbie (choćby przez kapryśną pogodę) ale chyba większości się podobało. Do zobaczenia na drugiej części imprezy!

 

Krystian Suder.

Miał być mecz, a był turniej, czyli Motorniczowie kontra Miłośnicy

Pomysł o utworzeniu drużyny piłkarskiej miłośników komunikacji miejskiej narodził się znienacka podczas jednej z naszych wspólnych rozmów. Widząc, jak kierowcy i motorniczowie grają w turniejach i lidze MPK, narodziła się chęć do rozegrania towarzyskiego meczu.

Decyzja została już ostatecznie podjęta. Robimy drużynę miłośników! Pierwszym i zarazem największym problemem był skład drużyny. Później okazało się, że wiele osób było zainteresowanych grą i zespół powoli powiększał się o nowych zawodników. Zaczęły się treningi, rozmowy, ustalanie terminu meczu… Żeby wyglądać naprawdę profesjonalnie, miłośnicy postanowili zafundować sobie koszulki z numerem, logiem i nazwą drużyny. Orły Fotozajezdnia czekają już tylko na dzień, w którym będą mogli stanąć przeciwko drużynie motorniczych. Nadchodzi 14 listopada, boisko TS Tramwaj, godzina 18. Początkowo miał to być mecz drużyny motorniczych z Podgórza i miłośników. Okazało się jednak, że MPK wystawiło dwie drużyny – Podgórze i Nową Hutę. Miał być mecz, a zrobił się turniej. Uwagę skupiłem raczej na grze i wynikach miłośników, bo to oni byli „nowicjuszami” i byłem ciekaw, jak sobie poradzą z drużynami motorniczych. Oceniając grę, mogło być lepiej, ale nie ma co narzekać. Pierwsze rozgrywki drużyny Orłów, nie byli jeszcze dobrze zgrani. Trzeba docenić ich odwagę i chęć gry, bo to było najważniejsze. Było wiele okazji do strzelenia bramki, ale niestety nie zawsze się to udawało. Myślę, że nie był to ostatni mecz miłośników i miło byłoby zobaczyć ich, jak stają przeciwko drużynie kierowców dla odmiany. Ciekawe, kiedy rewanż z motorniczymi? :)

Wyniki wszystkich ośmiu meczów, jakie rozegrali miłośnicy:

1 mecz Huta 0:0 Orły

2 mecz Podgórze 3:1 Orły

3 mecz Huta 3:0 Orły

4 mecz Podgórze 2:0 Orły

5 mecz Huta 6:0 Orły

6 mecz Podgórze 2:1 Orły

7 mecz Huta  1:0 Orły 

8 mecz Podgórze 2:0 Orły



>>>GALERIA ZDJĘĆ<<<

Mecz charytatywny MPK Kierowcy vs. Motorniczowie

Piątkowe popołudnie, mecz ligii MPK na boisku Płaszowianki. Jeden z zawodników doznaje poważnej kontuzji.
Chcąc pomóc swojemu koledze, kierowcy i motorniczowie rozegrali charytatywny mecz, który miał miejsce 5 listopada przy ulicy Praskiej na boisku TS Tramwaj. Tu nie liczył się wynik. Liczyła się pomoc i dobre zgranie zawodników. Pamiętajmy, że podczas rozgrywek ligii MPK, każda zajezdnia wystawia swoją drużynę. Teraz skład motorniczych był mieszany z obu zajezdni, kierowców natomiast z trzech. Musieli dobrze współpracować, aby trafić do bramki przeciwników. Rywalizacja była zacięta, nie brakowało rzutów rożnych, rzutów karnych czy sytuacji podbramkowych, czyli krótko mówiąc byliśmy świadkami dobrej gry. Duże obawy mieliśmy co do pogody, lecz ta była łaskawa i rozpieszczała nas pięknym słońcem. Mecz trwał 1,5 godziny, czyli 2x po 45 minut. W przerwie rozegrano konkurs rzutów karnych. Dla zawodników mecz był zapewne wyczerpujący, co dało się zauważyć w drugiej połowie. Frekwencja na trybunach była niewielka, choć wszyscy spodziewali się chyba większej ilości kibiców. Taki mecz, to bardzo ładny gest ze strony pracowników MPK, którzy zorganizowali się, aby pomóc kontuzjowanemu Adamowi Bieleckiemu. Na koniec wszyscy zostali zaproszeni na poczęstunek. Podczas całego spotkania czuć było miłą, ciepłą (wręcz rodzinną) atmosferę na boisku, dzięki czemu można było poczuć się, jak u siebie.

>>> ZDJĘCIA<<<

Marcin Filipowski

30 lat minęło…

12 października 1981 roku dość znacząco zapisał się w kartach historii komunikacji miejskiej
w Krakowie. Właśnie w ten październikowy poniedziałek na linii 132 kursującej z Nowego
Kleparza pod Centrum Administracyjne Huty im. Lenina (obecnie pętla Kombinat) pojawiły się
nowe i błyszczące przegubowe Ikarusy 280.26. Piętnaście zamówionych autobusów
przyjechało prosto spod Budapesztu, by służyć krakowskim pasażerom przez kolejne 26 lat.
Ikarusy na początku eksploatacji mimo małej ilości sztuk jeżdżących pod banderą krakowskiego
MPK były bardzo
rozpoznawalne podczas pracy na linii. Zwłaszcza, że przed przyjściem węgierskich pojazdów
100 procent taboru autobusowego stanowiły Jelcze ‘Ogórki’, tak więc każdy ciekawił się
widząc na przystanku inny pojazd niż zazwyczaj. Z biegiem czasu na ulicach Krakowa
pojawiało się coraz więcej węgierskich pojazdów, zarówno przegubowych jak i krótszych, 11
metrowych. I tak oto rozpoczął się okres królowania tych autobusów w naszym mieście.
Był czas, kiedy MPK Kraków w wszystkich swoich czterech zajezdniach
autobusowych (zajezdnia Bieńczyce, Czyżyny, Płaszów i Wola Duchacka) posiadało
około 250 Ikarusów. Pasażerowie, kierowcy i obsługa techniczna bardzo chwaliła sobie
te pojazdy. Pasażerom podobało się rozplanowanie siedzeń i duża pojemność autobusu.
Jedynie malkontenci przyczepiali się do konstrukcji przegubu, który dla pasażerów
rzeczywiście mógł być trochę nieporęczny. Oprócz części niezbędnych dla poprawnego
działania autobusu pasażer dysponował tylko orurowaniem umożliwającym trzymanie
i opieranie się, tak więc jak ktoś jechał właśnie w przegubie i w tracie podróży coś wyleciało mu
z ręki i spadło za orurowanie to mógł mieć problem z odzyskaniem tej rzeczy. Kierowcy
i mechanicy nastomiast chwalili pojazdy za to, że nie były skomplikowane i ewentualna naprawa
była w miarę prosta.
Ostatni liniowy kurs Ikarus wykonał 24 września 2007 na linii 179. Niektórzy
z powodu wycofania tych pojazdów byli bardzo zadowoleni. W 1996 roku pasażerowie poznali autobusy
niskopodłogowe ich zdanie o Ikarusach diametralne się zmieniło. Głównymi wadami wymienianymi
przez podróżnych były wysokie schody, przestarzała konstrukcja czy też duży poziom hałasu
w środku. Inni natomiast słysząc, że Ikarusy odeszły do lamusa przyjęli to z mniejszą radością.
W końcu niektórzy przejeździli tymi autobusami najlepsze lata swojego życia. Dziś zostały tylko
stare fotografie i wspomnienia. A wszystko zaczęło się dość niewinnie 12 października 1981 roku…

 

Krystian Suder

IX Międzynarodowe Targi Transportu Zbiorowego Transexpo w Kielcach

W dniach 20-22 września 2011 odbyły się IX Międzynarodowe Targi Transportu Zbiorowego Transexpo w Kielcach. Nie mogło oczywiście zabraknąć zarówno nowości technologicznych, jak i premier nowych autobusów. Najbardziej oczekiwaną było zaprezentowanie Solarisa Urbino Electric, czyli pierwszego w Polsce autobusu z elektrycznym napędem. Powstał on na bazie Solarisa Alpino 8,9LE. Pojazd jest napędzany silnikiem trakcyjnym firmy Vossloh Kiepe, a energia mieści się w dwóch bateriach litowych o łącznej wadze 1,4 tony, która pozwala przejechać ok. 100 km. Ładowanie odbywa się za pomocą złącza plug-in, a terminal 3*400V pozwala na napełnienie baterii w czasie niecałych czterech godzin. Znaczna waga baterii zmusiła konstruktorów do szukania rozwiązań, aby zmniejszyć masę autobusu. Użyto m.in. paneli z włókna węglowego, podłogę wykonano z drewna mahoniowego, a szyby są cieńsze od standardowych. Pojazd nie posiada zbiornika paliwa, co także wpływa korzystnie na jego wagę. Pracę kierowcy ułatwia dotykowy pulpit, dzięki któremu prowadzący może kontrolować różnego rodzaju parametry w pojeździe. Ekrany LCD przekazują informacje o układzie elektrycznym i jego ewentualnych problemach, a także o stanie baterii. Cały autobus wygląda bardzo nowocześnie, zwłaszcza wewnątrz. Wrażenie robią także świecące znaczki Solarisa (z przodu na biało, z tyłu na czerwono).
Solaris Urbino Electric, jak i technologia elektryczna w autobusach była głównym tematem tegorocznej konferencji Solarisa.
Przy okazji poruszono temat autobusu BHNS, powstałego na bazie Urbino 18, który jeździ w Paryżu. Jego design jest bardzo futurystyczny, przypominający bardziej tramwaj niż autobus. Innowacyjnością jest, że pojazd ten może jeździć bez kierowcy, kierując się białą linią na jezdni. Pomimo tego, w kabinie obecny jest kierowca, bo nie jest to jeszcze system idealny.

Krakowianie z niecierpliwością czekali, aby zobaczyć jednego ze stu Solarisów, które mają przybywać do Krakowa sukcesywnie w ciągu najbliższych paru lat. Wiele kontrowersji wzbudziło malowanie krakowskiego autobusu zaprezentowanego w Kielcach. Był cały granatowy, a na ścianach bocznych zdobiły go złote gwiazdki, takie jak na fladze Unii Europejskiej. Pojawiły się głosy, że cała dostawa z tego przetargu będzie miała „unijne” malowanie. Jednak okazało się to nieprawdą i takie barwy posiadać będzie jedynie ten egzemplarz zaprezentowany na targach. Cała reszta pomalowana zostanie w identyczny schemat, jak poprzednia dostawa Solarisów dla Krakowa, czyli nawiązująca do malowania Mercedesów. O gustach się nie dyskutuje, dlatego nie będę oceniał, które malowanie jest lepsze. Niech każdy sobie odpowie na to pytanie.
Wnętrze robi duże wrażenie. Już na początku w oczy rzucają się nowe kasowniki z ekranem, automaty biletowe z dotykowym ekranem, czego w krakowskich pojazdach jeszcze nie było, wyświetlacz boczny pokazujący przebieg trasy w formie tak zwanego „mini golfa” (wyświetla się strzałka, na której zaznaczone są poszczególne przystanki, a czerwona kuleczka symbolizuje autobus), nowa tapicerka na siedzeniach nadal przedstawiająca lajkonika, lecz w nieco innej formie oraz zupełnie inne kamery niż używane dotychczas w Krakowie. Bardziej spostrzegawcze osoby mogły zauważyć zewnętrzny wyświetlacz boczny na szybie, a nie nad nią. Jest to spowodowane tym, że w jednej obudowie znajdują się wyświetlacze LCD i LED, pokazujące numer linii i kierunek na zewnątrz, a wewnątrz wspomniany wcześniej „mini golf”. Nieodłącznym elementem nowokupowanych autobusów dla MPK Kraków stały się monitory LCD wyświetlające reklamy i trasę linii, którą aktualnie jedzie autobus. Tutaj także tego nie zabrakło, jak i głosowej zapowiedzi przystanków, którą krakowscy pasażerowie mają okazję od pewnego czasu usłyszeć w Mercedesach z ostatniej dostawy oraz w tramwajach. Dla osób niewidomych jest to bardzo ważne, ponieważ zapowiedź daje im możliwość orientacji, gdzie obecnie się znajdują. Dzięki tym wszystkim udogodnieniom widać, że dla krakowskiego przewoźnika pasażer jest najważniejszy.

 

Oprócz krakowskiego Solarisa Urbino 18 i Urbino Electric, zaprezentowany został tysięczny Solaris dla Warszawy, a dokładnie model 12-metrowy.

Na stoisku Mercedesa dla zwiedzających czekały dwa miejskie autobusy. Pierwszym z nich był 10,5-metrowy Mercedes-Benz O530K, posiadający troje drzwi, z kolei drugim był Mercedes-Benz O530G. Pojawiły się nawet plotki, że 18-metrowy Mercedes miałby zasilić tabor MPK Kraków. Nie wiadomo, czy jest to prawdą, ale w przeciągu kilku miesięcy na pewno się o tym przekonamy.

Nowości pokazał także partner strategiczny tegorocznych targów, a mianowicie Autosan S.A., który udostępnił dla zwiedzających 2 modele. Pierwszy to Sancity 10LF, będący uzupełnieniem oferty tego producenta w dziedzinie autobusów miejskich, wykorzystywanych do przewozu mniejszej liczby pasażerów. Drugim modelem jest TRAMP FL, będący następcą międzymiastowego TRAMPA. W ostatnim czasie cieszył się dużą popularnością na rynku, ale czy TRAMP FL powtórzy ten sukces? Tego na razie nie wiemy.

Futurystycznym designem zaskoczył producent autobusu City-Smile CS12LF. Mowa tu o AMZ Kutno. Nowoczesna technologia i lekka konstrukcja wpływa korzystnie na wygodę pasażerów i pracę kierowcy. 12-metrowy pojazd pomieści ok. 100 pasażerów i jako pierwszy polski autobus posiada 6-cylindrowy silnik Cummins ISBev6.7 300B.

Dużym zainteresowaniem cieszyła się pierwsza w Polsce wystawa zabytkowych autobusów. Najstarszym zaprezentowanym autobusem był Jelcz 272 MEX z 1971 roku, czyli potoczny Ogórek należący do MPK Kraków. Ponadto można było zobaczyć poznańskiego Jelcza 043 z 1985 roku, warszawskiego Sana H-100B z 1973 roku, Ikarusa 260.04 z 1982 roku, Jelcza 043 z 1986 roku oraz Jelcza PR110M z 1991 roku, który w najbliższym czasie stacjonować będzie w Krakowie. Organizatorem tejże wystawy była Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej.
Uwagę modelarzy zwróciła na pewno wystawa modeli autobusów. Ich wykonanie prezentowało najwyższy poziom od Ogórków, przez Ikarusy aż do Solarisów. Dla miłośników autobusów w skali była to prawdziwa gratka.
Opiekę nad wystawą zabytków i modeli sprawowali członkowie KMKM z Warszawy. Służyli oni także pomocą i udzielali informacji osobom, które chciały się dowiedzieć czegoś więcej na temat autobusów, które kilkadziesiąt lat temu służyły liniowo w polskich miastach.

Podczas targów odbyły się 4. Mistrzostwa Polski Kierowców Autobusów. Zawody składały się z dwóch części: autobusy miejskie i autobusy turystyczne. Oprócz trzech najlepszych zawodników, nagrody otrzymały także osoby w następujących kategoriach: najlepsza kobieta za kierownicą autobusu, najmłodszy zawodnik i najlepszy wirtualny kierowca. W tej ostatniej kategorii, wyróżnienie otrzymał zwycięzca w konkursie na symulatorze. Celem mistrzostw było przede wszystkim promowanie bezpieczeństwa, bo widać po statystykach, że bywa z tym różnie, a kierowcy często zapominają o rozważnej jeździe.

Swoje produkty zaprezentowali także inni producenci. Tedom pokazał model C12G, napędzany gazem CNG, co sprawia, że autobus jest ekologiczny. Ponadto swoje stoiska mieli tacy producenci jak Solbus, Irizar, MAZ, SOR i Irisbus Iveco.

 

Swoje stoiska, oprócz autobusów, mieli także wystawcy specjalizujący się w podzespołach do autobusów, elementach wyposażenia czy informacji pasażerskiej.
Znanym producentem przycisków jest Captron, specjalizujący się przede wszystkim w przyciskach dotykowych, używanych w pojazdach komunikacji miejskiej w całej Europie oraz w telefonach alarmowych VGF.
Z kolei znaną firmą dostarczającą wyposażenie pojazdów jest El-Cab, posiadająca w swojej ofercie wiele elementów niezbędnych w pojeździe m.in. bezpieczniki, sprzęt audio-video, wentylatory, siedzenia, oświetlenie, tablice kierunkowe, kasowniki, sterowniki, automaty biletowe i wiele innych.
W dzisiejszych czasach, aby komunikacja miejska w dużych miastach sprawnie funkcjonowała, potrzebna jest dobrze działająca informacja pasażerska nie tylko w autobusach i tramwajach, ale również na przystankach, węzłach przesiadkowych, w internecie lub za pomocą telefonu. Taką możliwość zapewnia firma Trapeze ITS, produkująca wyświetlacze przystankowe, wielofunkcyjne wyświetlacze, informujące pasażerów o trasie, przesiadkach i czasie podróży. Oprócz tego, producent zapewnia informacje online przez internet i telefon komórkowy.
Lemi-Bis oferuje zintegrowany system informacji pasażerskiej, monitoring, dynamiczny rozkład jazdy, system lokalizacji oraz system zliczania pasażerów.
Firma DYSTEN także jest producentem systemu informacji pasażerskiej i innych elementów, podobnie jak Lemi-Bis, co pokazuje, że współczesna komunikacja miejska potrzebuje dobrej informacji dla pasażerów.

Podsumowując tegoroczne targi, można śmiało stwierdzić, że producenci autobusów cały czas szukają nowych rozwiązań, co pokazał Solaris, prezentując elektryczny autobus. System informacji pasażerskiej prężnie się rozwija, dając pasażerom poczucie komfortu i wygody.
Warto jeszcze zaznaczyć, że w tym roku firma Solaris Bus & Coach S.A. obchodzi 15 lat swojej działalności. Polskie autobusy z Bolechowa wożą pasażerów nie tylko w Polsce, ale i w Europie, a także w Dubaju.

Strategicznym partnerem IX Międzynarodowych Targów Transportu Zbiorowego Transexpo w Kielcach był Autosan S.A., współorganizatorem Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej, głównym organizatorem 4. Mistrzostw Polski Kierowców Autobusów – Polski Traker Bus, patronat honorowy objęło Ministerstwo Infrastruktury, Prezydent Miasta Kielce, Marszałek Województwa Świętokrzyskiego i Wojewoda Świętokrzyski. Natomiast współorganizatorami wystaw byli: Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej i Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów.

 

Marcin Filipowski

Zajezdnia w Będzinie otworzyła się dla zwiedzających

Na początku września pojawiły się pogłoski o otwarciu dla zwiedzających zajezdni tramwajowej w Będzinie.  Po kilku dniach wcześniejsze spekulacje okazały się prawdą, dzień otwarty zakładu został zaplanowany na sobotę 17 września.  Oprócz zwiedzania hal zajezdni i przypatrywania się stanowiskom napraw wagonów została przygotowana parada zabytkowych i współczesnych pojazdów będących na stanie Tramwajów Śląskich.  Kolejną ciekawostką miał być fakt,  że właśnie w dniu tej imprezy swoją inaugurację na śląskich torach miał przejść wagon E1, który na Śląsk przybył prawie rok temu i przez ten czas picowany był przez ‘majstrów’ z Zakładu Usługowo – Remontowego z Chorzowa. Atrakcji zapowiadało się co nie miara, więc jako prawdziwi i mający czas pasjonaci wręcz musieliśmy tam pojechać. I tak , w sobotni, piękny poranek wyruszyliśmy w stronę Zagłębia. I tak chwilę przed godziną 11, bo o tej godzinie z zajezdni miała wyruszyć kawalkada tramwajów, uzbrojeni w aparaty ustawiliśmy się na trasie parady. Na zdjęcia wybraliśmy chyba najbardziej charakterystyczne rondo w Zagłębiu, mowa tu o słynnym rondzie ‘Nerka – Gierka’ . Po  jakiś 10 minutach oczekiwania zza winkla wyłonił się skład 4N+4ND. Troszkę Nas to zniesmaczyło, bo pierwszy miał jechać ‘zbulwiony’ Wiedeńczyk, no ale dobra, w końcu nic się nie stało, zmieniła się tylko koncepcja ustawienia wagonów w paradzie. Tak więc paradę otwierał tak jak wcześniej napisałem skład 4N+4ND #1100+1253, jako druga pojechała eNka #1167, następnie Stodwója #137R, Szybkowiec #338,  klasyczna stopiątka #636, Moderus #535, Żelazko #761, dziecko ZUR, czyli modernizowana stopiątka #625. Paradę zamykał właśnie wagon E1, który otrzymał numer #920. W sumie dobrze, że zmieniono szyk parady, przynajmniej wozy jechały chronologicznie. Po zrobieniu zdjęć szybko przebiegliśmy tarczę ronda by uchwycić wagon E1 jeszcze raz. Zadowoleni, że udało nam się zrobić dwa inne zdjęcia na jednym rondzie obróciliśmy się żeby podziwiać jak wiedeńczyk obsługuje przystanek. Patrzymy, a tu pierwszy wózek wagonu wypadł z szyn. No pięknie. Oczywiście zaraz przy wagonie pojawiły się tłumy gapiów. Miłośnicy i ciekawscy uważali to za super atrakcję, natomiast już pasażerowie nie biorący udziału w paradzie byli mniej zadowoleni. Jedni przyjmowali ten defekt z pokorą i czekali na jakikolwiek transport, inni natomiast uważali, że to całe zatrzymanie to jest spisek zastawiony na pasażerów i to jest zrobione celowo, żeby pasażerowie nie dojechali do domów i czy na bazar. W międzyczasie okazało się, że trzeci wózek też nieznacznie oderwał się od szyn prowadzących. Tak więc E1 został uziemiony na dwie godziny w jednym miejscu, tymczasem  kawalkada tramwajów na czele z składem 4N+4ND zaczęła niespiesznie wracać spod pętli Dąbrowa Górnicza Urząd Pracy, gdzie  miała zawracać. Chmara ludzi zachwyconych wykolejeniem przeniosła się do pojazdów i pojechała w siną dal… trzy przystanki do zajezdni. W międzyczasie pracownicy Tramwajów Śląskich wpadli na pomysł, aby wykolejonym E1 spróbować cofnąć, może się uda wrócić na tory. Przyniosło to jeszcze gorszy efekt, tramwaj jeszcze bardziej się wykoleił. Dobra, teraz może napiszę o zajezdni, ile można o jednym szrocie mówić, z resztą i tak później nic ciekawego się nie działo. Na zajezdni na gości czekało wiele atrakcji. Zarówno dla dla dzieci, jak i dla starszych. Dla ludzi w wieku produkcyjnym też się coś znalazło. Na najmłodszych czekał dmuchany zamek i przejażdżka Rosomakiem, nieco starsi mieli możliwość poprowadzenia tramwaju, każdy natomiast mógł sobie zobaczyć hale zajezdni, jak wygląda przetwornica czy rozrusznik stopiątki oraz jak się naprawia pantografy. O 16 natomiast można było podziwiać jak się pali zdezelowana 105Na. Straż Pożarna mogła pokazać swoje umiejętności w gaszeniu tramwaju. Do tego można było zobaczyć wystawę starych zdjęć i rysunków pojazdów, a spędzony czas na zajezdni umilała muzyka. Do tego do zajezdni można było dojechać specjalnymi liniami tramwajowymi z Czeladzi, Dąbrowy Górniczej i Sosnowca. Impreza jak zwykle okazała się udana i dobrze zorganizowana, nawet pomimo wtopy z wykolejeniem Wiedeńczyka. Mam nadzieję, że również wpadniecie zobaczyć inną Śląską zajezdnię za rok :) .

 

Krystian Suder.