Kategoria: Reportaże

Prezentacja Polskiego Busa w Krakowie, z okazji otwarcia linii P12.

  • 22 kwietnia 2013
  • Kategoria: Reportaże
  • Możliwość komentowania Prezentacja Polskiego Busa w Krakowie, z okazji otwarcia linii P12. została wyłączona

20 Kwietnia 2013r odbyła się prezentacja firmy przewozowej PolskiBus.com.
Dla przypomnienia.
PolskiBus.com, z siedzibą w Polsce, oferuje innowacyjne i niezwykle korzystne międzymiastowe ekspresowe połączenia autokarowe, obsługując trasy krajowe i międzynarodowe. PolskiBus.com rozpoczął działalność w czerwcu 2011 r., oferując połączenia w niezwykle korzystnej cenie – od 1 zł (plus 1 zł opłaty za rezerwację). Dysponuje jednymi z najnowocześniejszych autokarów w Europie.

Prezentację zorganizowano z okazji otwarcia nowej linii łączącej południe polski  z północą. Jest  to linia P12. Swój początek ma ona w Rzeszowie, a kolejnymi przystankami są: Kraków, Katowice, Łódź, Toruń i Gdańsk. Linia wykonuje 3 kursy na dobe. Z Krakowa możemy pojechać o 10:30, 17:40 oraz 02:00 w nocy. Trzeba przyznań, że jest to lepsze połączenie względem trasy przez Warszawę, gdyż prowadzi w większości autostradami co skraca czas podróży. Sama podróż z Krakowa do Gdańska potrwa 10h20min.

Podczas prezentacji lub jak kto woli pikniku można było uzyskać informacje o funkcjonowaniu firmy, otrzymać prospekty informacyjne i gadgety kolekcjonerskie. Dla dzieci przygotowano dmuchany plac zabaw, namiot ze stolikami i kolorowankami, mini-golf z przeszkodami. Dla starszych były lody i drobny poczęstunek. Uczestnicy prezentacji mieli okazję zobaczyć najnowszy autokar, jakim dysponuje PolskiBus.com, czyli Van Hool Astromega TD927. Oprócz samego oglądnięcia, można było odbyć krótką podróż tym autokarem. Trasa przejazdu była następująca: Hotel Polonia->Plac Matejki->Pawia-> Aleje 3 Wieszczy i powrót tą samą trasą z wyłączeniem Placu Matejki. Piknik miał miejsce na placu Jana Nowaka Jeziorań
Wydarzenie rozpoczęło się o godzinie 10:00 i trwało aż do 16:00. Namawiam wszystkich do podróży nowym połączeniem gdyż jest ciekawe i biegnie przez warte zobaczenia miasta.

Do zobaczenia na trasie!
Dominik Włodarczyk.

Prezentacja PolskiBus.com

Prezentacja PolskiBus.com

Prezentacja PolskiBus.com

Prezentacja PolskiBus.com

Van Hool Astromega TD927 #P119

Van Hool Astromega TD927 #P119

Van Hool Astromega TD927 #P119 Wnętrze

Van Hool Astromega TD927 #P119

Van Hool Astromega TD927 #P119- Kabina Kierowcy

Van Hool Astromega TD927 #P119

Van Hool Astromega TD927 #P119

Polityczna zabawka za 400 mln zł?

Czy przebiegiem tras linii tramwajowych można żonglować z dnia na dzień jak w cyrku? I czy ktoś mieszkający na jednym końcu miasta ma wiedzę oraz umocowanie do tego, aby organizować codzienny dojazd do pracy i szkoły ludziom mieszkającym na jego drugim końcu?

Obserwując ostatnie poczynania części radnych dzielnicowych wydaje się, że gdyby przekazać im organizację komunikacji w całym mieście, jego mieszkańcy równie dobrze mogliby grać codziennie w totolotka. Prawdopodobieństwo dowiedzenia się, jakim tramwajem czy autobusem dojadą kolejnego dnia do pracy byłoby równie wysokie, jak trafienie szóstki w tej popularnej grze losowej.

Czytając prasę oraz oglądając kilka programów informacyjnych wydawać by się mogło, że o to cały Kraków, jak jest długi i szeroki, korzystał codziennie z linii tramwajowej numer osiem. I to nie w byle jakiej relacji, bo wszyscy bezpośrednio z Bronowic na Borek. To do potrzeb właśnie tej grupki mieszkańców należy dostosować przebieg tras tramwajowych w całym mieście. Również w Hucie, na Prądniku, czy w Bieżanowie. Dlaczego? Bo „ósemka” jest medialna!

Radni z Bronowic i Zwierzyńca wydają się być osobami, które posiadły wiedzę tajemną. Oto z dnia na dzień, mieszkając w jednym rejonie miasta, posiedli informacje o zachowaniach komunikacyjnych wszystkich jego mieszkańców. Wiedzą doskonale o potrzebach mieszkańców Nowej Huty, czy o tym, gdzie codziennie udają się mieszkańcy Płaszowa. Są w stanie bezbłędnie zorganizować im codzienną trasę do pracy, szkoły, czy na zakupy.  I co rusz przedstawiają coraz nowe to koncepcje przebiegu tras tramwajowych w innych rejonach miasta, byle tylko skierować upragnioną „ósemkę” na trasę do Bronowic. A, że z badań napełnień pojazdów i symulacji wychodzi zupełnie co innego? A co tam badania i symulacje, przecież one się na pewno mylą!

Dziwi w tym to, z jaką łatwością przychodzi im zmiana tras poszczególnych linii. „Ósemka” ma jechać do Bronowic, ale co w zamian? Radni żonglują trasami innych linii tramwajowych jak wytrawni cyrkowcy. „To może na Cichy Kącik skierujmy 14?”. „14 nie?, to może 20?”, „20 też nie, to może 13?”, „13 nie, to może dajmy tam jednak 18?”, „O rety, ale wtedy nie będzie połączenia z dworcem, to może np. 7?” A dlaczego nie, 3, 1, 2 albo 19? Wydaje się, że obojętne co, byle tylko „ósemka” wróciła do Bronowic.

Zastanawiające jest jednak to, czy osoby wymyślające na poczekaniu te zmiany i żonglujące nimi nad wyraz często, potrafią zrozumieć, iż z tych innych linii, których trasy tak łatwo przychodzi im zmieniać, również korzystają pasażerowie i to w ilości nierzadko o wiele większej, niż bezpośrednio jeżdżący starą „ósemką” z Bronowic na Borek? Czy radni Ci nie widzą, że każdą z tych linii (‘14’, ‘20’, ‘24’) z Bronowic, również bezpośrednio, jeżdżą dalej tłumy pasażerów?

Najwidoczniej widzą, skoro sami przyznają, że przy kolejnym projekcie zmian planują działać z zaskoczenia.

„Oprócz tego proponujemy drugi tramwaj do Cichego Kącika jeżdżący też co 20 minut. Na jakiej trasie? To rozwiązanie dokładnie przedstawimy podczas poniedziałkowego spotkania – mówi radny Marek Sikora.

Nie chce na razie podać innych szczegółów zmian, jakich zażądają radni. Tłumaczy, że planują działać z zaskoczenia  i będą oczekiwać rzeczowej rozmowy z wicedyrektorem Saponiem.”

Zasadnicze pytanie, to ile tak naprawdę osób jest niezadowolonych z wprowadzonych w połowie listopada zmian, a ilu osobom te zmiany ułatwiły poruszanie się po mieście. Niektórzy chwalą się, że zebrali 1500 podpisów pod petycją, inni zakładają na FB profile zrzeszające kilkadziesiąt, czy w niektórych przypadkach kilkaset osób. Ale co z całą resztą? Co z kilkuset tysiącami pasażerów, którzy nie krzyczą, nie walczą o zmiany, nie wypisują swoich postulatów na FB. Czy linie kursujące w końcu co 5 minut w szczycie, utrudniły im codzienny dojazd, czy może  rozładowały niesamowity czasem wcześniej w tych godzinach tłok? Czy zmiany tras, które części osób zabrały bezpośrednie połączenie, nie stworzyły przypadkiem dogodnych połączeń dla innych osób? Czy w ogóle ktokolwiek z radnych zapytał ICH o zdanie, czy może oparł się jedynie na kilkudziesięciu – kilkuset listach osób, którym zabrano bezpośredni dojazd, a kilkaset tysięcy osób ma w głębokim poważaniu?

Jako jedna z osób z tej milczącej większości apeluję o jedno: niech miasto wprowadza zmiany mające merytoryczne uzasadnienie, a nie będące spełnieniem politycznych ambicji wybranych osób…

Prezentacja Bombardiera NGT8

      4 października o godzinie 12 w hali zabytkowej zajezdni przy ulicy Św. Wawrzyńca odbyła się gala odsłonięcia wagonu #2053 należącego do nowego typu taboru, który niedługo zacznie wozić pasażerów po Krakowie. Oprócz prezesa MPK Juliana Pilszczka i prezydenta miasta Jacka Majchrowskiego na gali zjawili się prezesi firm dostarczających podzespoły, w tym prezes Bombardiera, prezes firmy Vossloh-Kiepe dostarczającej elektronikę, a nawet prezes R&G, czyli firmy dostarczającej kasowniki. Po gali oficjele zostali pierwszymi pasażerami wagonu #2055, który wykonał kurs wokół Plant.

                                                        
      Jest to już czwarta dostawa wagonów tego producenta. Te poprzednie, typu NGT6, to jedyne w znacznym stopniu niskopodłogowe tramwaje w Krakowie i można je spotkać m. in. na liniach 50, 51, 6, 7, 8.  Nowe tramwaje będą dłuższe od swego poprzednika o ponad 6 metrów, gdyż ich długość to prawie 33 metry. Pozwala to wstawić dodatkowe drzwi do środkowego członu i usprawnić przez to wymianę pasażerów. Bombardiery NGT8 już od kilku miesięcy składane są w Krakowie, dzięki czemu już wkrótce kilka przedstawicieli tego modelu będzie kursować liniowo..

      W sumie na ulicach Krakowa pojawią się 24 „Bombki”. Swoją obsługę liniową rozpoczną na linii ’14’. Kiedy? Możliwe, że już jutro przynajmniej jeden Bombardier NGT8 będzie kursował na linii łączącej Bronowice z Mistrzejowicami.

                       

Piotr Recław
(Sędzia Czesław)

Cel: Poznań

Na początku lipca rzuciłem pomysł,  że warto byłoby wybrać się do Poznania zaliczyć trasę na Franowo, która miała być otwarta na z początkiem sierpnia. Rzuciłem propozycję i po kilku godzinach znalazło się kilku odważnych. Jako środek transportu wybraliśmy OLT Express, lecieliśmy na tej samej trasie w kwietniu i byliśmy zadowoleni, tak więc bez najmniejszego namysłu zakupiliśmy bilety na koniec sierpnia i zapomnieliśmy o sprawie. W międzyczasie zarezerwowaliśmy sobie nocleg w hostelu, więc w sumie wszystko było zapięte na ostatni guzik. Pod koniec lipca byliśmy zmuszeni pożegnać się z pieniędzmi, które wpłaciliśmy OLT i szukać innego transportu. Po przeanalizowaniu rozkładu kolejowego skusiliśmy się skorzystać z usług PKP Intercity, korzystając z pociągu TLK Przemyślanin w obie strony. Nie chcieliśmy powiem tracić czasu w dzień, a Przemyślanin w obie strony jedzie przez noc.

 

Tak więc nadszedł dzień wyjazdu, nasz pociąg z 10cio minutowym opóźnieniem wjechał na dworzec chwilę przed 22. Oczywiście jak staliśmy na końcu peronu to wagon, w którym mieliśmy spędzić te nocne 8 godzin jechał zaraz za lokomotywą, więc zanim wsiedliśmy czekał nas jeszcze drobny trucht.

 

W jedną stronę skusiliśmy się na kuszetkę, tak, żeby w miarę ogarniać coś zaliczając sieć, a nie tylko spać w tramwajach. Ale po 22 spać się jeszcze nie da, więc mniej więcej do Jaworzna staliśmy na korytarzu i gadaliśmy przy okazji wietrząc twarze przez otwarte okna. Chwilę później zostaliśmy zrugani przez konwojenta, że już północ i że jesteśmy za głośno. No więc z braku innej rozrywki wróciliśmy do przedziału i próbowaliśmy się coś wyspać. Spanie, przynajmniej u mnie wyglądało na szukaniu jakiejś neutralnej pozycji do snu. Kiedy wreszcie się udało, obudziła mnie szczekaczka na dworcu we Wrocławiu.

 

Godzina 6:30, jesteśmy w Poznaniu. Idealna pora na zdjęcia. Kupiliśmy bilety, pojechaliśmy zostawić toboły do hostelu i w drogę. Oczywiście na Franowo zaliczyć nową trasę. Chwilę po 8 byliśmy u celu. Po chwili focenia doszliśmy do wniosku, że wieje jak na dworcu w Kielcach i ogólnie jest zimno. Tak więc szybko kończymy robić zdjęcia i ku uciesze na pętlę wjechał tramwaj, więc ucieszyliśmy się, w tramwaju nie będzie wiało. Nasz entuzjazm szybko prysł, motorniczy zostawił wagon przed przystankiem dla wsiadających i poszedł do kanciapy. Nam więc pozostała wiata.

 

Kiedy już wsiedliśmy podjechaliśmy dwa przystanki w celu sfocenia tramwaju wyjeżdżającego z tunelu. Tu akurat mieliśmy szczęście, akurat rozjechały się nauki jazdy. Po zrobieniu kilku zdjęć poszliśmy na śniadanie. Po godzinie znów skierowaliśmy się do tunelu, gdzie wsiedliśmy 16stkę i podjechaliśmy na przystanek Kurnicka, gdzie mieliśmy przesiadkę na 10tkę, która miała nas zawieść na Rondo Śródka. Tak też się stało, więc po zrobieniu kilku fot na rondzie padł pomysł, żeby jechać na Miłostowo zaliczyć trasę. Po 7 minutach byliśmy już na interesującej nas końcówce. Po obadaniu pętli i przejściu jej dookoła uznaliśmy, że jest tam beznadziejnie, więc szybko wsiedliśmy w pierwszy lepszy tramwaj. Okazało się, że pierwszy lepszy tramwaj kieruje się na końcówkę Węgorka, czyli na drugi koniec miasta, pod stadion Lecha. Tak więc postanowiliśmy wytrwać te  48 minut i dojechać do końca. Dojechaliśmy, ale trochę zdziwiliśmy się, gdyż niby jest przystanek o nazwie Węgorka, niby wyświetlacz pokazuje przystanek końcowy, niby wszyscy wysiadają, ale nie ma tu żadnej pętli. No nic, wysiedliśmy i patrzymy co dalej. Tak, dopiero po chwili jeden z nas sobie przypomniał, że tu jest remont i tramwaj jedzie sobie jeszcze na pusto dwa przystanki do remontowanej pętli i tam zawraca.

 

Trochę zdziwieni wróciliśmy kilka przystanków, do Ronda Jeziorańskiego wcześniejszą brygadą. Tam pofociliśmy trochę dłużej, bo miejscówka była bardzo ładna. Po około pół godziny przemieściliśmy się w stronę Starołęki, choć nie była ona naszym celem, ale na jednym ze skrzyżowań zobaczyliśmy jedynego w Poznaniu Beynesa 3G, który jest już zabytkiem. Jednemu z nas bardzo zależało żeby się tym sprzętem przejechać, więc wysiedliśmy i oczekiwaliśmy na powrót Holendra z pętli Starołęka.

 

Po 20 minutach wagon wrócił, a my wsiedliśmy do niego i skierowaliśmy się znów na drugi koniec miasta, na ulicę Małopolską. Tam miał do nas dołączyć kolega z Poznania, który miał służyć jako nasz przewodnik.  Kiedy kolega przyszedł, skierowaliśmy się na nieodległą trasę PST, dokładnie na przystanek Słowiańska. PeSTka w chwili obecnej była zamknięta z racji podłączania torowiska biegnącego koło dworca głównego, ale został na niej utrzymany ruch tramwajowy na odcinku Os. Sobieskiego (pętla) – Słowiańska. Na tej drugiej końcówce wagon zmieniał czoło i wracał z powrotem w stronę pętli. Tak więc po uwiecznieniu wagonów na przejazdówce między jednym torem, a drugim skierowaliśmy się na pętlę Osiedle Sobieskiego. Tam udało się trafić na jedynego w Poznaniu Solarisa Urbino 18 Hybrid.

 

Kiedy już fociliśmy na pętli jeden z kolegów widząc obok linię kolejową wpadł na pomysł żeby… poczekać na pociąg. Podreptaliśmy więc na przejście przez tory i czekaliśmy na cokolwiek. Po 15 minutach załączyła się sygnalizacja ostrzegająca przed pociągiem, więc pomyśleliśmy sobie, że sfocimy sobie jakiegoś Traxxa Lotosu albo co najmniej jakiegoś loka DB. Ale nie, przyjechał ET22… jako luzak. Tak więc trochę zniesmaczeni wróciliśmy na pętlę chcąc przejechać się autobusem. Ustaliśmy, że jedziemy na pętlę Spławie. Tak więc mając 20 minut zapasu wsiedliśmy w autobus, który miał nas dowieść na dworzec Rataje, gdzie miał na nas czekać autobus 54. Jazda jednak trochę się przedłużyła i ledwie zdążyliśmy na tego 54. Kiedy już dojechaliśmy postanowiliśmy zaczekać pół godziny na następny, aby mieć jakieś sensowne zdjęcie.

 

Z przygodami dotarliśmy z powrotem na Rataje.  Po tym ekstremalnym zaliczeniu postanowiliśmy iść coś zjeść i wracać do hotelu.

 

Następny dzień przywitał nas ładną pogodą. I nie wiało! Z  samego rana zebraliśmy się na śniadanie i później szybko na Rondo Śródka, skąd mieliśmy autobus do Bolechowa, gdzie mieliśmy zwiedzać fabrykę Solarisa. Ale to już materiał na kolejny wpis. Po 14 wróciliśmy do Poznania, lecz z powodu widoku dziesiątek Solarisów postanowiliśmy trochę odpocząć i przejść się koło jeziora Maltańskiego patrząc sobie na kolej parkową Maltankę. Po tej chwili idylli wróciliśmy do tramwaju, by dojechać do centrum i porobić tam sobie jakieś zdjęcia.

 

Po zrobieniu zdjęć w centrum, m.in na Placu Wielkopolskim postanowiliśmy przejść się trochę po starym mieście, żeby nie było, że przyjechaliśmy do Poznania a nie byliśmy na rynku. Tam korzystając z okazji sfociliśmy sobie tramwaje na ulicy Święty Marcin. Później z racji już późnego popołudnia kierowaliśmy się do hostelu wziąć sobie nasze plecaki. I tak, przechodząc sobie jeszcze obok nieczynnej już zajezdni Gajowa kierowaliśmy się w stronę dworca. Tam przed przyjazdem pociągu wrzuciliśmy sobie jeszcze coś na ząb.

 

Przez cały wyjazd zadawaliśmy sobie pytanie: jak to jest, że jedną stronę jedziemy 8 godzin, a w drugą 10. Wszystko wyjaśniło się na dworcu, gdzie zobaczyłem, że wracamy trochę inną trasą, zamiast przez Leszno jechaliśmy przez Jarocin i Ostrów Wielkopolski.

 

Pociąg tym razem przyjechał punktualnie, bez biegania znaleźliśmy swój wagon i przedział i przed 8 rano byliśmy w Krakowie. Ja natomiast na koniec chciałbym polecić wszystkim Poznań, jest to bardzo ładne miasto i można tu spokojnie przyjechać nawet nie w celach komunikacyjnych.

Krystian Suder.

180 lat fabryki Autosana

  • 29 maja 2012
  • Kategoria: Reportaże
  • Możliwość komentowania 180 lat fabryki Autosana została wyłączona

24 Maja 2012 świętowano 180 lecie Sanockiej fabryki Autosan S.A. Fabryka jest dumą Podkarpacia i nadal prężnie pracuje, wydając na świat kolejne produkty. Warto dodać, że firma produkuje autobusy miejskie, podmiejskie, międzymiastowe, specjalne, nadwozia pojazdów szynowych oraz produkty specjalistyczne dla wojska.
W imprezie oprócz zabytkowych SAN-ów można było zobaczyć współczesne autobusy, pochodzące z oferty Autosana.
Przykładowo:
– Autosany z rodziny LE (9,12m)
– Autosany z rodziny LF (10,12,18m)
– Autosany Turystyczne (np. Autosan Gemini.)
– oraz te najstarsze (San H100A, SAN H01B, oraz SAN H01A pieczołowicie odrestaurowany przez Sanocką fabrykę.)
Wszystkie pojazdy można było oglądać najpierw na miejskim rynku, a następnie na parkingu przy ul. Białogórskiej.
Naprzeciwko parkingu na którym wystawiono autobusy, zorganizowana została wystawa kartonowych modeli całego „autobusowego” dorobku SFA, autorstwa p. Edwarda Kutkowskiego.

Poniżej kilka zdjęć.
  Dominik Włodarczyk.

 

Zdjęcia dzięki uprzejmości KMKM Warszawa. Autor:  Paweł Zadrożny.

Batalia o komunikację

Każdy, kto choć trochę interesuje się komunikacją miejską i podróżuje po różnych polskich, europejskich czy światowych miastach ma okazję do porównania oferty komunikacyjnej. Spróbuję dziś pokazać pozytywne i negatywne strony krakowskiej komunikacji, jak również postaram się przedstawić jakie pomysły na usprawnienie komunikacji mają ludzie się nią interesujący. Od tego też zacznę.

Naród polski jak wiadomo nie od dziś ma tendencję do narzekania. I takie narzekanie nie omija również komunikacji. Czasem krytyka jest zasadna, czasem nie, a czasem autor tworu, w którym na coś narzeka nie ma do tego przesłanek, ale co tam, kto by się przejmował tym, że linia nie jest nikomu potrzebna,  ale fajnie, że jeździ! Ale dziś może nie o tym, szkoda czasu na czytanie.

Ogólne na chwilę obecną znaczna cześć narodu uważa się za ekspertów od wszystkiego (wiem, mnie też się czasem po części udziela) – jedni zapaleni prokuratorzy amatorzy, drudzy znawcy sterowników sygnalizacji świetlnych, trzeci eksperci od katastrof lotniczych, a jeszcze inni uważają się za ekspertów od komunikacji.  I tak oto na krakowskich forach można spotkać dwa przeciwstawne bloki militarne mające na celu usprawnienie lub rozwalenie komunikacji. Swoją drogą chwała, że niektórzy z tych osób nie odpowiadają za komunikację. Jeden blok w swoich postach w większości przypadków podtrzymuje stronę Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, tj. przeprowadzenie remaszrutyzacji i likwidacji linii, które na sporej części trasy jeżdżą po trasie tramwaju. Drugi blok ( m.in. opozycja z Bieżanowa i Francji) domaga się pozostawienia schematu połączeń, który funkcjonuje na chwilę obecną oraz zwiększenia częstotliwości niektórych linii (lub uruchomienie nowych.) Oczywiście zdarzają się osoby, które w niektórych przypadkach mają sporne opinie oraz tacy, który wolą nie zabierać głosu.

Ktoś się zapyta co w tym takiego specjalnego? Każdy ma swoje zdanie, każdy ma jakiś pomysł. Niektóry lepszy, niektóry gorszy. Tylko czy pisząc daną propozycję patrzy się na nią obiektywnie, czy tylko ‚bo mi tak będzie lepiej’? Niektórzy nie potrafią zrozumieć, że czasem trzeba przełamać stare obyczaje, bo nowe mogą okazać się lepsze. Osoby, które chcą, aby było dobrze moim zdaniem muszą dysponować jakąś kulturą wobec organizatora komunikacji, przecież ZIKiT może wykorzystać którąś z ich propzycji. I trzeba pamiętać, że sytuacja finansowa miasta miasta nie jest najlepsza.

Od nowego roku nastąpiło kilka znaczących zmian w komunikacji, jednych lepszych, drugich gorszych. Kilka decydujących zmian jeszcze przed nami. Do negatywnych można zaliczyć ograniczanie komunikacji w okresie świąt wielkanocnych, cięcia niektórych linii (132, 163), dalsze utrzymywanie linii nr 522, zaś do pozytywnych na pewno skrócenie linii 128, 124 do ronda Grunwaldzkiego po uruchomieniu linii tramwajowej na Ruczaj, uruchomienie nowego autobusu nr 439. Teraz tylko trzymać należy trzymać kciuki za kolejny  postulat, czyli większe autobusy na linii 137. Nie taki ZIKiT straszny jak go przedstawiają niektórzy miłośnicy.

Krystian Suder.

ALBą Ekstremalnie cz. 1

Okres eksploatacji Scań CN113ALB powoli dobiega końca.  Z racji tego, portal Fotozajezdnia.pl wzorem z ekstremalnych imprez Ikarusem 280.26 postanowił zorganizować podobną imprezę, w której główną gwiazdą zamiast Ikarusa miała być przegubowa Scania.

 

Impreza jak to zazwyczaj bywa została zaplanowana na sobotę, tym razem padło na 15 października. Nadszedł już dzień imprezy, aczkolwiek wstając z łóżka deczko zmieszałem się faktem pogody. Zawszę lubię, gdy imprezie towarzyszy ładna, słoneczna pogoda, a nie chmury. Powiedziałem sobie w myślach, że przecież mogło być gorzej, mogło padać. No nic, deczko zmieszany podreptałem na przystanek by dojechać na zajezdnię.

 

Do ostatnich chwil nie widzieliśmy jaki numer Scanii będzie uczestniczył w eskapadzie. Miałem nadzieję, że będzie to wóz z wyświetlaczami firmy Elmar. Odetchnąłem z ulgą, gdy dyspozytor wydał #PE085. Nim wyjechaliśmy na zajezdni zapędziliśmy jeszcze trochę czasu. Nasz galeryjny kierowca potrzebował rozgrzewki, bo jeszcze nigdy nie prowadził przegubowej Scanii. Oprócz tego czekaliśmy jeszcze na mechanika.

 

Impreza miała rozpocząć się o 10:00 na pętli Mały Płaszów, tam też mieli czekać uczestnicy. Z zajezdni wyjechaliśmy 9:55 i punktualnie o 10-tej podstawiliśmy na końcówce. Już po chwili pruliśmy niczym BMW X3 w stronę Ronda Grunwaldzkiego, gdzie miała czekać kolejna porcja imprezowiczów. Galeryjnemu kierowcy tak dobrze szło prowadzenie Scanii, że na rondzie Matecznego byliśmy 5 minut za wczas, więc żeby nikt z tych, który czekali na rondzie Grunwaldzkim nie był rozczarowany wcześniejszym naszym przyjazdem zatrzymaliśmy się na ‚wyrównanie czasu’ na przystanku os. Podwawelskie. Chwilę później podjechaliśmy na przystanek i zabraliśmy ostatnich uczestników, więc Alleluja i do przodu.

 

Wpierw udaliśmy się w stronę Salwatora. Pętlę przejechaliśmy jednak bez zatrzymania, pierwszy pit-stop zaplanowany został na obwodnicy Przegorzał. Szybko poszło, więc za chwil parę byliśmy już na pętli w Bielanach.Akurat trafiliśmy na akcję wystawkę na pętli, więc zdjęcia z ponadgabarytowymi rupieciami nawet ładnie wyszły, mimo kiepskiej pogody. Niezainteresowani zdjęciami uczestnicy postanowili przeczesać trochę górę ospadów i znaleźli zabawkowy samochodzik, który do końca imprezy dzielnie towarzyszył nam leżąc przy przedniej szybie. Nie zdążyliśmy się jednak dłużej pobawić, z pętli wygonił nas liniowy 109. Z Bielan przez Kryspinów domknęliśmy pod Port Lotniczy w Balicach. Nie obyło się bez tradycyjnego zaliczania ronda. Chwilę później zawitaliśmy do Chrosnej. I tu zdarzył się cud – zza chmur wyszło Słońce! Zdjęcia wyszły całkiem nieźle, więc na pętli w Chrosnej zwróciliśmy i szybko śmignęliśmy do Nielepic. Po drodze wysadziliśmy uczestników na fotostop najazdowy.

 

Droga do Nielepic zajęła nam trochę więcej czasu niż planowaliśmy. Droga wąska, autobus szeroki i zachodzący przy skręcie, na dodatek 18 metrowy, a na dokładkę jeszcze doraźna ‚naprawa’ nawierzchni. Ciężarówka robotników z materiałami do naprawy jezdni była ciężka do ominięcia, ale się udało. W Nielepicach zawróciliśmy i znów do samo. Po chiwli znów się udało. Aż strach pomyśleć, że za 5 minut mieliśmy tam przejeżdżać jeszcze raz…

 

Za trzecim razem robotnicy jednak zorientowali się o co chodzi i wielkim niesmakiem przestawili swój pojazd mówiąc, że jeździmy w kółko dla żartów. No nic, zniesmaczenie zniesmaczeniem, ale trzeba było jechać dalej.

 

Następnie pojechaliśmy do Radwanowic przez Rudawę. W Radwanowicach wyszły piękne zdjęcia przy polu kukurydzy, a w Rudawie na rynku. Następny punkt w planach nazywał się Będkowice. Na samej pętli nawet nie trzeba było aż nadto manewrować. Może kierowca był aż tak dobry?

 

Kolejny punkt – Zelków. Tu również uczestnicy wysiedli kilka przystanków przed pętlą, żeby sobie złapać przeguba z ładnym widoczkiem. Jednym plusem braku Słońca było to, że można fotografować od dwóch stron. I tu się akurat to przydało. Kiedy w drodze powrotnej zabieraliśmy uczestników z przystanku do autobusu dostały się dwie Panie czekające na liniowy autobus. Po wytłumaczeniu o co chodzi Panie grzecznie przeprosiły i powiedziały, że od początku wiedziały, że to podejrzane, bo tak długie autobusy to do nich nie jeżdżą.

 

Naszym kolejnym celem były m.in Trojanowice, Giebułtów. Po drodze z Zelkowa zatrzymaliśmy się jeszcze na piękny fotostop przy skałach wapiennych z okresu kredy – takie klimaty Jury Krakowsko – Częstochowskiej. Nasza przeprawa do Giebułtowa zajęła nam trochę czasu, gdyż droga na skróty w Modlniczce przy C.H. Futura akurat była w remoncie, więc zasuwaliśmy przez Zabierzów i ul. Ojcowską. Po chwili jednak dojechaliśmy. Następnym punktem miały być Owczary, ale przy wyjeździe na DK94 źle sobie skręciliśmy i wylądowaliśmy w… Skale. Stamtąd już nie daleko do Ojcowa, więc za namową jednego o uczestników wjechaliśmy do Doliny Prądnika. To posunięcie bardzo się opłaciło i po powrocie byliśmy bogatsi o kilka ładnych zdjęć. Na koniec został nam jeszcze Krasieniec oraz Wola Zachariaszowska i powoli zjeżdżaliśmy do zajezdni odwożąc przy okazji uczestników do większych punktów przesiadkowych.

 

Myślę, że imprezę można uznać za udaną. Owszem, nie było gruszek na wierzbie (choćby przez kapryśną pogodę) ale chyba większości się podobało. Do zobaczenia na drugiej części imprezy!

 

Krystian Suder.

Miał być mecz, a był turniej, czyli Motorniczowie kontra Miłośnicy

Pomysł o utworzeniu drużyny piłkarskiej miłośników komunikacji miejskiej narodził się znienacka podczas jednej z naszych wspólnych rozmów. Widząc, jak kierowcy i motorniczowie grają w turniejach i lidze MPK, narodziła się chęć do rozegrania towarzyskiego meczu.

Decyzja została już ostatecznie podjęta. Robimy drużynę miłośników! Pierwszym i zarazem największym problemem był skład drużyny. Później okazało się, że wiele osób było zainteresowanych grą i zespół powoli powiększał się o nowych zawodników. Zaczęły się treningi, rozmowy, ustalanie terminu meczu… Żeby wyglądać naprawdę profesjonalnie, miłośnicy postanowili zafundować sobie koszulki z numerem, logiem i nazwą drużyny. Orły Fotozajezdnia czekają już tylko na dzień, w którym będą mogli stanąć przeciwko drużynie motorniczych. Nadchodzi 14 listopada, boisko TS Tramwaj, godzina 18. Początkowo miał to być mecz drużyny motorniczych z Podgórza i miłośników. Okazało się jednak, że MPK wystawiło dwie drużyny – Podgórze i Nową Hutę. Miał być mecz, a zrobił się turniej. Uwagę skupiłem raczej na grze i wynikach miłośników, bo to oni byli „nowicjuszami” i byłem ciekaw, jak sobie poradzą z drużynami motorniczych. Oceniając grę, mogło być lepiej, ale nie ma co narzekać. Pierwsze rozgrywki drużyny Orłów, nie byli jeszcze dobrze zgrani. Trzeba docenić ich odwagę i chęć gry, bo to było najważniejsze. Było wiele okazji do strzelenia bramki, ale niestety nie zawsze się to udawało. Myślę, że nie był to ostatni mecz miłośników i miło byłoby zobaczyć ich, jak stają przeciwko drużynie kierowców dla odmiany. Ciekawe, kiedy rewanż z motorniczymi? 🙂

Wyniki wszystkich ośmiu meczów, jakie rozegrali miłośnicy:

1 mecz Huta 0:0 Orły

2 mecz Podgórze 3:1 Orły

3 mecz Huta 3:0 Orły

4 mecz Podgórze 2:0 Orły

5 mecz Huta 6:0 Orły

6 mecz Podgórze 2:1 Orły

7 mecz Huta  1:0 Orły 

8 mecz Podgórze 2:0 Orły



>>>GALERIA ZDJĘĆ<<<

Mecz charytatywny MPK Kierowcy vs. Motorniczowie

Piątkowe popołudnie, mecz ligii MPK na boisku Płaszowianki. Jeden z zawodników doznaje poważnej kontuzji.
Chcąc pomóc swojemu koledze, kierowcy i motorniczowie rozegrali charytatywny mecz, który miał miejsce 5 listopada przy ulicy Praskiej na boisku TS Tramwaj. Tu nie liczył się wynik. Liczyła się pomoc i dobre zgranie zawodników. Pamiętajmy, że podczas rozgrywek ligii MPK, każda zajezdnia wystawia swoją drużynę. Teraz skład motorniczych był mieszany z obu zajezdni, kierowców natomiast z trzech. Musieli dobrze współpracować, aby trafić do bramki przeciwników. Rywalizacja była zacięta, nie brakowało rzutów rożnych, rzutów karnych czy sytuacji podbramkowych, czyli krótko mówiąc byliśmy świadkami dobrej gry. Duże obawy mieliśmy co do pogody, lecz ta była łaskawa i rozpieszczała nas pięknym słońcem. Mecz trwał 1,5 godziny, czyli 2x po 45 minut. W przerwie rozegrano konkurs rzutów karnych. Dla zawodników mecz był zapewne wyczerpujący, co dało się zauważyć w drugiej połowie. Frekwencja na trybunach była niewielka, choć wszyscy spodziewali się chyba większej ilości kibiców. Taki mecz, to bardzo ładny gest ze strony pracowników MPK, którzy zorganizowali się, aby pomóc kontuzjowanemu Adamowi Bieleckiemu. Na koniec wszyscy zostali zaproszeni na poczęstunek. Podczas całego spotkania czuć było miłą, ciepłą (wręcz rodzinną) atmosferę na boisku, dzięki czemu można było poczuć się, jak u siebie.

>>> ZDJĘCIA<<<

Marcin Filipowski

30 lat minęło…

12 października 1981 roku dość znacząco zapisał się w kartach historii komunikacji miejskiej
w Krakowie. Właśnie w ten październikowy poniedziałek na linii 132 kursującej z Nowego
Kleparza pod Centrum Administracyjne Huty im. Lenina (obecnie pętla Kombinat) pojawiły się
nowe i błyszczące przegubowe Ikarusy 280.26. Piętnaście zamówionych autobusów
przyjechało prosto spod Budapesztu, by służyć krakowskim pasażerom przez kolejne 26 lat.
Ikarusy na początku eksploatacji mimo małej ilości sztuk jeżdżących pod banderą krakowskiego
MPK były bardzo
rozpoznawalne podczas pracy na linii. Zwłaszcza, że przed przyjściem węgierskich pojazdów
100 procent taboru autobusowego stanowiły Jelcze ‚Ogórki’, tak więc każdy ciekawił się
widząc na przystanku inny pojazd niż zazwyczaj. Z biegiem czasu na ulicach Krakowa
pojawiało się coraz więcej węgierskich pojazdów, zarówno przegubowych jak i krótszych, 11
metrowych. I tak oto rozpoczął się okres królowania tych autobusów w naszym mieście.
Był czas, kiedy MPK Kraków w wszystkich swoich czterech zajezdniach
autobusowych (zajezdnia Bieńczyce, Czyżyny, Płaszów i Wola Duchacka) posiadało
około 250 Ikarusów. Pasażerowie, kierowcy i obsługa techniczna bardzo chwaliła sobie
te pojazdy. Pasażerom podobało się rozplanowanie siedzeń i duża pojemność autobusu.
Jedynie malkontenci przyczepiali się do konstrukcji przegubu, który dla pasażerów
rzeczywiście mógł być trochę nieporęczny. Oprócz części niezbędnych dla poprawnego
działania autobusu pasażer dysponował tylko orurowaniem umożliwającym trzymanie
i opieranie się, tak więc jak ktoś jechał właśnie w przegubie i w tracie podróży coś wyleciało mu
z ręki i spadło za orurowanie to mógł mieć problem z odzyskaniem tej rzeczy. Kierowcy
i mechanicy nastomiast chwalili pojazdy za to, że nie były skomplikowane i ewentualna naprawa
była w miarę prosta.
Ostatni liniowy kurs Ikarus wykonał 24 września 2007 na linii 179. Niektórzy
z powodu wycofania tych pojazdów byli bardzo zadowoleni. W 1996 roku pasażerowie poznali autobusy
niskopodłogowe ich zdanie o Ikarusach diametralne się zmieniło. Głównymi wadami wymienianymi
przez podróżnych były wysokie schody, przestarzała konstrukcja czy też duży poziom hałasu
w środku. Inni natomiast słysząc, że Ikarusy odeszły do lamusa przyjęli to z mniejszą radością.
W końcu niektórzy przejeździli tymi autobusami najlepsze lata swojego życia. Dziś zostały tylko
stare fotografie i wspomnienia. A wszystko zaczęło się dość niewinnie 12 października 1981 roku…

 

Krystian Suder